

Wywiad z Elżbietą Nowak, wiceprezes PZKosz ds. szkolenia, o przyszłości polskiej koszykówki. Jaka jest rola SMS-ów? Co zmienić, by rywalizować na najwyższym poziomie? Jakie plany ma PZKosz? Kluczowe pytania i kierunek dla polskiego basketu.
Oskar Struk: Jaki jest cel Pani wizyty w Szkole Mistrzostwa Sportowego we Władysławowie?
Elżbieta Nowak (wiceprezes PZKosz ds. szkolenia): Skorzystałam z okazji i połączyłam kilka spotkań. Mam poczucie, że to był bardzo efektywny czas. W sobotę i niedzielę rozgrywana była Centralna Liga Juniorek w Gdyni, więc postanowiłam odwiedzić Władysławowo. W niedzielę miałam przyjemność spotkać się tutaj z trenerami Szkoły Mistrzostwa Sportowego. W poniedziałek pojechałam na nominację trenerów kadr narodowych, a dzisiaj obserwuję trening i mecz SMS-u. Dodatkowo, wczoraj przyjechała kadra U-20 dziewcząt, więc wszystko zgrało się idealnie.
Jakie znaczenie dla Polskiego Związku Koszykówki ma funkcjonowanie obu Szkół Mistrzostwa Sportowego, biorąc pod uwagę cel, jakim jest prawidłowa realizacja procesu szkolenia młodzieży?
Jak najbardziej, obie placówki są pod czujną opieką Polskiego Związku Koszykówki. Są one dla nas priorytetem i stanowią wzór bardzo dobrego szkolenia młodzieży. Przyjechałam, aby potwierdzić ten stan rzeczy i zobaczyć, jak funkcjonuje SMS we Władysławowie.
Nie spodziewałam się niczego innego – rzeczywiście, opieka całodobowa, edukacyjna oraz merytoryczna stoi na najwyższym poziomie. To, co oferuje SMS Władysławowo, to najwyższy standard w Polsce, jeśli chodzi o szkolenie młodych zawodników.
Chciałbym porozmawiać o wyzwaniach. SMS we Władysławowie funkcjonuje od blisko 15. lat. Przez ten czas koszykówka młodzieżowa w Polsce mocno się rozwinęła, powstało wiele nowych ośrodków. Co SMS powinien zrobić, aby nadal pozostać atrakcyjnym wyborem dla młodych zawodników?
Władysławowo ma ten dodatkowy atut, że jest niemalże wyspą – znajduje się na końcu Polski, co sprawia, że chłopcy przyjeżdżają tutaj z dużą świadomością tego, że będą pozbawieni przywilejów dużych miast. Jednak w zamian za to są skupieni na treningu. Funkcjonują w cyklu między jadalnią, internatem, szkołą i salą treningową – wszystko mają w jednym miejscu, w bezpiecznych warunkach i pod opieką najlepszych trenerów. Potwierdzają to szkoleniowcy, z którymi rozmawiałam. Młodzi zawodnicy wybierają to miejsce świadomie i dobrze się tu czują.
Warto wesprzeć się statystykami. Pan Mirosław Cygan dysponuje danymi dotyczącymi liczby absolwentów, którzy później reprezentowali Polskę na różnych szczeblach, w tym na Igrzyskach Olimpijskich. Już sama lista absolwentów i ich osiągnięcia świadczą o jakości tego miejsca. Trenerzy są odpowiedzialni za opiekę merytoryczną, a my jako organ prowadzący bierzemy na siebie pozostałe elementy: opiekę, wyżywienie, ochronę dzieci. Jest to ośrodek na najwyższym poziomie i będziemy robić wszystko, aby go wspierać.
Jakie są plany Związku w kontekście dalszego rozwoju SMS-ów?
Placówka osiągnęła już bardzo wysoki poziom, więc trudno mówić o dalszym rozwoju w sensie infrastrukturalnym. Największym wyzwaniem jest coroczne pozyskiwanie najzdolniejszych zawodników z całej Polski. Musimy skupić się na tym, aby młodzież trafiała do SMS-u nie tylko po to, by grać mecze, ale by trenować w optymalnych warunkach.
Obecnie zawodnicy często grają zbyt dużo, a trenują za mało. Ważnym elementem szkolenia jest stabilizacja i odpoczynek. Jakościowy nabór to wyzwanie, przed którym stoją nie tylko SMS-y, ale także programy takie jak SMOK. Nabór to fundament każdego systemu szkolenia, bez niego żadna instytucja nie przetrwa.
Prezes Grzegorz Bachański, zgodnie ze swoim postulatem wyborczym, powołał nową radę nadzorczą PLK, chcąc w większym stopniu włączyć kluby do procesu decyzyjnego. Jednocześnie zapowiada utworzenie rady ekspertów, która ma stworzyć strategię funkcjonowania ligi. Co ta decyzja oznacza dla rozwoju koszykówki w Polsce?
Moim zdaniem to fantastyczna wiadomość, jedna z najważniejszych w ostatnim czasie. Uznaję to za nasz wielki sukces i krok milowy, który wpłynie na rozwój dyscypliny na wielu płaszczyznach. Cieszę się, że będziemy pracować nad podniesieniem standardu hal. Kładziemy nacisk na współpracę z Polsatem, mamy sponsora strategicznego. Kluczowym celem jest podniesienie poziomu sportowego rozgrywek do takiego, aby polskie drużyny mogły rywalizować w Eurolidze. To doskonała okazja do rozwoju, również dla absolwentów SMS-u.
Jednym z wyzwań stojących przed Związkiem jest popularyzacja koszykówki. Jakie działania należy podjąć, aby zwiększyć jej masowość i przyciągnąć do tego sportu kolejne pokolenia młodych adeptów?
Musimy aktywnie upowszechniać koszykówkę i zachęcać dzieci do jej uprawiania. Mamy konkretne pomysły, jak to zrobić. Jesteśmy po rozmowach z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej, który stanowi dla nas wzór w zakresie szkolenia młodzieży.
Proszę sobie wyobrazić, że na poziomie pierwszego roku szkolenia mamy tyle samo dzieci, co oni. Jednak na dalszym etapie ich system pozwala utrzymać je w strukturach, podczas gdy my je tracimy. W siatkówce każde dziecko jest monitorowane aż do momentu ukończenia programu, a na poziomie absolwentów mają 300. zawodników w roczniku – po 150 dziewcząt i chłopców. To robi wrażenie. Jest z czego wybierać.
Planujemy utworzenie specjalnego wydziału koszykówki, który zajmie się szkoleniem dzieci – to rekomendacja FIBA. Biorę udział w programie dotyczącym minikoszykówki, który zaleca specjalistyczne szkolenie trenerów pracujących z najmłodszymi. To oczywiste, że osoby działające na początkowym etapie piramidy szkoleniowej muszą mieć odpowiednie predyspozycje psychofizyczne.
Naszym celem jest, aby najlepsi trenerzy pracowali z najmłodszymi. To, że ktoś zajmuje się dziećmi, wcale nie oznacza, że ma mniejszą wiedzę – wręcz przeciwnie. Obecnie mamy około 120. trenerów kadr narodowych. Przy okazji ich nominacji powiedziałam im: “Jesteście ludźmi od rzeczy niemożliwych”, bo każdy trener na tym poziomie stawia sobie wysokie cele i dąży do ich realizacji. Takie motto powinno przyświecać każdemu szkoleniowcowi.
Przez lata jako kluczowy element w popularyzacji koszykówki wskazywano sukces reprezentacji Polski. Czwarta lokata na mistrzostwach Europy była takim osiągnięciem, ale nie przyciągnęła tylu nowych adeptów basketu, ilu oczekiwano. Dlaczego?
Ma Pan rację. Odniosę się ponownie do siatkówki. Oni nie tylko mają świetny model szkolenia, ale również lokomotywę w postaci seniorskiej reprezentacji. Przypomnę, że na ostatnich igrzyskach olimpijskich na cztery dostępne miejsca wystawili trzy drużyny, a my tylko jedną. Dodatkowo zdobyli medal na tej imprezie.
Czwarte miejsce na mistrzostwach Europy stanowi świetny punkt wyjścia, ale to jeszcze za mało. Potrzebujemy spektakularnego sukcesu, który zostanie odpowiednio nagłośniony. Ponadto nie może to być jednorazowy wystrzał, musimy regularnie meldować się w czołówce turniejów mistrzowskich.
Oprócz sukcesów seniorskich kluczowe są także osiągnięcia młodzieżowe – to one gwarantują dopływ talentów do dorosłej reprezentacji. Jeśli chcemy rywalizować z najlepszymi w Europie i na świecie, musimy zdobywać medale na poziomie młodzieżowym, a tego wciąż nam brakuje.
Jak ocenia Pani kondycję koszykówki młodzieżowej w kontekście wyników kadr męskich w różnych kategoriach wiekowych?
Dywizja B w ogóle nas nie interesuje, musimy to jasno powiedzieć. Jeśli Polska gra w Dywizji B, to jest to porażka. Nasza młodzieżówka powinna rywalizować o czołowe lokaty wyłącznie w Dywizji A, taki cel sobie stawiamy. Jeśli chcemy sukcesów seniorskiej kadry, musimy mieć zawodników o mentalności mistrzowskiej już w drużynach młodzieżowych.
Podobny model wypracowała siatkówka. Tak samo wyglądały sukcesy polskiej żeńskiej koszykówki – zespół, w którym grałam, był oparty na czterech zawodniczkach, które pod okiem profesora Tadeusza Hucińskiego zdobyły brązowy medal mistrzostw świata. Były to: Sylwia Wlaźlak, Małgorzata Dydek, Patrycja Czepiec-Golańska i Renata Piestrzyńska. Potem stanowiły trzon drużyny, która w 1999 roku została mistrzem Europy. To samo można zauważyć w siatkówce – sukcesy juniorskie gwarantują dopływ talentów do seniorskiej reprezentacji.
Jaki jest właściwy model przejścia z koszykówki juniorskiej do seniorskiej?
Nie ma jednego modelu, który sprawdzi się w stu procentach. Nawet siatkarski system ma swoje luki. My jednak wypracowaliśmy naprawdę dobry schemat, obejmujący szkolenie dzieci już od pierwszej klasy szkoły podstawowej do piątej. Później są Koszykarskie Ośrodki Szkolenia Młodzieży, trwają do ósmej klasy. Dużym wyzwaniem jest ogarnięcie szkolenia na poziomie licealnym. Dotychczas szkolenie odbywało się w klubach. Tutaj musimy uszczelnić ten system. Niektóre akademie funkcjonują świetnie, inne trochę gorzej, gdyż nie ma jednolitego systemu postępowania. Te akademie, które przodują w szkoleniu, chwalą ten system, bo chwalą siebie.
Zasadniczo jednak, gdybyśmy realnie policzyli zysk, jaki z niego czerpiemy, to nie jest on za duży. Funkcjonuje on od 10. lat, a nie przynosi nam zbyt wielu sukcesów. Musimy coś w nim zmienić, żeby pójść do przodu i zacząć osiągać dobre wyniki na poziomie reprezentacyjnym w różnych kategoriach wiekowych.
Imprezą docelową w 2025 roku są mistrzostwa Europy, których jedna z grup odbędzie się w Polsce. Jakie cele sportowe i marketingowe stawiacie sobie państwo przed tym turniejem. Czy nie martwią Pani wyniki w eliminacjach, które mają dla naszej kadry charakter treningowy?
Trener Igor Milicić wykorzystał jedną z opcji dla drużyny, która ma zapewniony awans. Jedną z nich jest budowanie psychiki zwycięzców, druga to ogrywanie młodzieży, trzecia to szukanie nowych twarzy. To szkoleniowiec wybrał sposób, w jaki wykorzysta te eliminacje. Absolutnie nikt nie ocenia go za wyniki osiągane w tych meczach. Ma on pełne zaufanie Polskiego Związku Koszykówki. Wybrał taką ścieżkę, która według niego przyniesie sukces na mistrzostwach. To z rezultatu tej imprezy będzie rozliczany.
Z oczywistych względów bliska jest Pani koszykówka kobieca. Jakie zadania stawia Pani sobie w pracy w nowym zarządzie?
Od naszego ostatniego występu na mistrzostwach Europy minęło 10 lat. Teraz będziemy musieli czekać co najmniej kolejne dwa. To jest katastrofa. Bardzo liczyliśmy na to, że uda nam się uzyskać awans. Jeśli chodzi o dbanie w zarządzie o koszykówkę kobiecą, to nowatorskie jest to, że pojawi się w nim przedstawiciel świata trenerskiego i zawodniczego.
Dodatkowo został zachowany parytet. Dotychczas były w nim osoby od zarządzania, a brakowało głosu przedstawiciela byłych zawodników. Nie ma osób, które znają się na wszystkim, dlatego ze wszystkich sił będę starała się zbliżyć te trzy środowiska: sędziów, organizatorów, zawodników i trenerów po to, żebyśmy wspólnie wypracowali model, który w przyszłości da nam wysokie miejsce na Igrzyskach Olimpijskich i starty w imprezach rangi mistrzowskiej, bo to jest obligatoryjne.
Chciałem zapytać o proces wyborczy. W kampanii mówiła Pani, że stawia sobie za cel jednoczenie środowiska, jak zamierza Pani to zrobić, skoro nadal jest ono mocno podzielone?
Mam nadzieję, że związek jest odbierany jako instytucja, która łączy, a nie dzieli. Zresztą, przed samymi wyborami doszło do kilku spotkań, w których widziałam pełen optymizm i chęć do współdziałania. Pomimo że wystartowało pięciu kandydatów i jeszcze nigdy nie pojawiła się kobieta, to wszyscy podeszli do tych wyborów z dobrymi intencjami.
Cały czas deklarowaliśmy chęć współpracy z Filipem Kenigiem. Dzięki decyzji prezesa Bachańskiego zostało to urzeczywistnione. Cieszę się, że włączyliśmy go w tę strukturę i będziemy mogli korzystać z jego wiedzy i doświadczenia, także biznesowego. Mam nadzieję, że za rozwojem koszykówki męskiej pójdzie również żeńska. W tych założeniach reformy Polskiej Ligi koszykówki położono nacisk na szkolenie, czyli na to, czym się zajmuję. Im jesteśmy bliżej tych zagadnień, tym bardziej widzimy, że każdy z tych poszczególnych segmentów piramidy znacząco różni się od siebie i wymaga odpowiednich narzędzi dostosowanych do potrzeb.
Choć postrzegamy koszykówkę jako całość, to występuje ścisła specjalizacja, chociażby w szkoleniu trenerów są cztery grupy, od minikoszykówki, po sport seniorski. W społecznym odbiorze koszykówka jest jedna, dlatego cieszę się z obecności Filipa w radzie ekspertów, Rafała Jucia i Marcina Animuckiego, który świetnie opakował piłkarską ekstraklasę jako produkt. Ważne jest również to, że zamierzamy czerpać inspirację od partnerów z Europy.
Na zakończenie: czego można Pani życzyć?
Bardzo się cieszę, że znalazłam się w zarządzie. Jestem człowiekiem od zadań specjalnych, który stara się łączyć środowisko. Już przez ten miesiąc, bo na pełnych obrotach zaczęłam pracować od 1 stycznia, każdy weekend mam zajęty. Pracuję zarówno w Związku, jak i w terenie. Sam mój pobyt we Władysławowie i połączenie tylu wydarzeń, stanowiło spore wyzwanie. To jest wielka przygoda. Tak sobie wyobrażam swoją działalność.
Rozmowy z trenerami są bardzo efektywne, bo już na ich podstawie mamy kilka nowych pomysłów. Opieka nad Szkołami Mistrzostwa Sportowego, podkreślenie ich prestiżu. Będąc tutaj, my to widzimy, ale należałoby to nagłośnić. Chcę tę wiedzę sprzedać, pokazać, że w Polsce tak dobrego szkolenia nie ma nigdzie indziej. Chce wspólnie ze środowiskiem wypracować Związkowe narzędzia, które będą nam wszystkim służyły. W niektórych aspektach musimy gonić świat, w innych idzie nam całkiem nieźle, ale nadal nie możemy ustawać w wysiłkach na drodze do realizacji naszych wspólnych marzeń.
Autor: Oskar Struk
Źródło: PolskiKosz.pl