Marcin Kloziński – SMS we Władysławowie oferuje świetne warunki do rozwoju
Marcin Kloziński, trener główny SMS PZKosz Władysławowo, w obszernej rozmowie opowiada o powrocie do szkoły, swojej filozofii pracy oraz umiejętnościach, które chce zaszczepić młodym zawodnikom.
Oskar Struk: Jakie były kulisy Pana powrotu do SMS PZKosz Władysławowo? Pracował Pan już tutaj w latach 2014–2017. Czy fakt, że ponownie obejmuje Pan zespół w dobrze znanym sobie miejscu, miał wpływ na podjętą decyzję i sprawił, że było to łatwiejsze?
Marcin Kloziński (trener główny SMS PZKosz Władysławowo):
Przede wszystkim chciałbym podkreślić, że czuję się bardzo dobrze z tym, że mogę znowu pracować w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Jestem zaszczycony. Pracowałem tu już 11 lat temu, wtedy jako bardzo młody i niedoświadczony trener. Miałem 31 albo 32 lata i na pewno patrzyłem wtedy trochę inaczej na koszykówkę i na życie.
Teraz przychodzę jako trener, który w międzyczasie zjadł już trochę koszykarskiego chleba. Mam dobre nastawienie do tego, by pomagać zawodnikom się rozwijać i pomagać w rozwoju szkoły. Jeżeli chodzi o same kulisy przyjścia, po prostu byłem wolny na trenerskim rynku pracy. Trener Niedbalski poszukiwał współpracownika, ponieważ łączył funkcję trenerską z funkcją dyrektorską. Widzę teraz, jak ciężko pracuje i jak ogromna jest to ilość pracy. Cieszę się, że takie zapytanie do mnie wpłynęło i że teraz pracujemy razem.
– Objął Pan zespół 1 marca, więc miał pan niewiele czasu na wprowadzenie swoich rozwiązań przed pierwszym spotkaniem. Już w debiucie Pański zespół wygrał z wyżej notowanym Mana.Lake Sokół Marbo Międzychód. Ostatecznie osiągnął Pan bilans 2 zwycięstw i 3 porażek. Jak ocenia Pan ten krótki okres pracy z drużyną i co, biorąc pod uwagę okoliczności, można uznać za największy pozytyw?
– 1 marca to była data, gdy zacząłem pracować w szkole. Tak naprawdę w czasie, gdy zespół jeszcze grał mecze drugoligowe, sporo bazowaliśmy na pracy, którą wcześniej wykonali tutaj trenerzy. Ja jedynie powiedziałem zawodnikom, na czym najbardziej mi zależy w kluczowych elementach. Nie było nawet zbyt dużo czasu, żeby wprowadzać coś nowego, więc sporo bazowaliśmy na tym, co już było wypracowane. Cieszę się, że chłopaki fajnie zareagowali i w każdym meczu przede wszystkim walczyli o to, by jak najlepiej się pokazać.
– Pracował Pan już wcześniej z trenerem Mariuszem Niedbalskim w różnych rolach, a obecnie ponownie współpracujecie w SMS PZKosz Władysławowo. Przez większość sezonu prowadził on drużynę, a dziś pełni funkcję dyrektora. Jakie problemy zdiagnozowaliście w zespole, z jakimi zmagał się w bieżących rozgrywkach?
– Nie zdiagnozowaliśmy żadnych problemów. Zresztą nie lubię w kontekście koszykówki używać słowa „problem”, raczej „wyzwanie”. Nie skupialiśmy się na analizowaniu tych problemów, jakiekolwiek one by nie były, tylko bardziej na przekazaniu pewnych obowiązków służbowych. Ja skupiałem się na diagnozie zespołu.
Powoli też się uczę, bo w SMS-ie jest zdecydowanie inna praca niż ta, którą wykonuje się w klubie z młodzieżą. Choć mam już, wydaje mi się, spore doświadczenie i określony warsztat pracy, to pewnych rozwiązań muszę się też nauczyć.
– Jaki kierunek rozwoju chcecie nadać zespołowi po zdiagnozowaniu tych wyzwań?
– Generalnie chcemy bardzo mocno rozwijać graczy w kontekście ich szeroko pojętych umiejętności indywidualnych, zarówno technicznych, jak i taktycznych. Nie chcielibyśmy funkcjonować w układzie zbyt wielu schematów taktycznych. Chcielibyśmy oprzeć naszą grę ofensywną na kluczowych rozwiązaniach dla graczy w najczęściej zdarzających się sytuacjach w ataku. Natomiast w defensywie chcielibyśmy wprowadzić bardzo fundamentalny system oparty na agresywności i intensywności.
– Teraz, gdy rozgrywki są już zakończone, teoretycznie macie więcej czasu na trening, choć zawodnicy często wracają również do swoich klubów. Jak chce Pan wykorzystać ten czas pod względem sportowym do zakończenia roku szkolnego?
– Bardzo dużo pracujemy teraz pod kątem motoryki. Chłopcy mają cztery siłownie w tygodniu i dwie wstawki motoryczne na parkiecie. Czuwa nad tym trener Mirek Cygan, znakomity fachowiec. My natomiast, trenerzy koszykówki, pracujemy nad podstawowymi umiejętnościami technicznymi.
Wróciliśmy do fundamentów, takich jak praca nóg w ataku, zatrzymanie, atak z podwójnego i potrójnego zagrożenia, decyzje w ataku. Wracamy do podstaw kozłowania, podania, rzutów. Trochę czasu poświęcamy też na wyczyszczenie pewnych złych nawyków rzutowych. Moja osobista ambicja w szkole jest taka, żeby wszyscy zawodnicy SMS-u umieli rzucać do kosza z dystansu.
– Praca w SMS PZKosz Władysławowo jest bardzo specyficzna i można ją porównać do koszykówki akademickiej, ponieważ co roku odchodzi grupa zawodników stanowiących o sile zespołu, a w ich miejsce wchodzą młodsi i mniej doświadczeni gracze. Jak odnajduje się pan w modelu pracy, w którym co roku dochodzi do zmian kadrowych i trzeba budować nowe podstawy drużyny?
– To jest w tej pracy najlepsze, bo wypuszczamy zawodników w dalszą podróż koszykarską, natomiast dostajemy nowy materiał, który trzeba ukształtować. To jest w tej pracy najlepsze, że ten zespół co roku się zmienia. Ci gracze przez swoje obecne lub docelowe profile nadają temu zespołowi nowy kształt.
– SMS PZKosz Władysławowo powstał w 2010 roku. Dziś musi zmagać się ze znacznie większą konkurencją klubową niż miało to miejsce na początku jego funkcjonowania. Jakimi argumentami staracie się przekonać zawodników do wyboru właśnie waszego ośrodka?
– Myślę, że pierwszy argument to jakość szkolenia. Trenerzy, którzy tutaj pracują, są doświadczonymi trenerami, którzy na różnych polach pokazywali, że ich warsztat pracy jest dobry i obszerny. Są w stanie reagować na wiele sytuacji. Myślę, że ten czynnik ludzki w kontekście trenerów i sztabu SMS jest na wysokim poziomie.
Jestem przekonany, że warunki, które mają tutaj zawodnicy — wyżywienie, spanie, aspekty edukacyjne — są na bardzo wysokim poziomie. Uważam, że najlepsze w Polsce i to niezaprzeczalnie. To jest kolejny argument, który mamy. Dodatkowo spora liczba spotkań, które obecnie zawodnicy rozgrywają w szkole, powoduje, że mogą się rozwijać również w warunkach meczowych.
– Jak ważnym argumentem w tych rozmowach jest imponująca lista absolwentów, obejmująca uznanych ligowców oraz reprezentantów Polski? To z pewnością działa na wyobraźnię potencjalnych uczniów i stanowi dowód skuteczności szkolenia prowadzonego przez SMS.
– To są bardzo dobre przykłady, które na pewno chcemy pokazywać. Historia szkoły jest bardzo dobra i myślę, że trzeba ją na każdym kroku podkreślać. Każdy młody zawodnik, który przychodzi do szkoły, wrzuca tak naprawdę do skarbonki codzienne zaangażowanie i trud pracy na treningach, by tak jak wielu absolwentów tej szkoły później coś z tej skarbonki wyciągnąć i żeby to zaprocentowało już w ich karierach seniorskich.
– W jakie cechy będą wyposażeni zawodnicy po opuszczeniu szkoły, aby być gotowymi do wejścia w seniorską koszykówkę i stawienia czoła wyzwaniom na tym poziomie?
– Dla mnie takim fundamentem jest etyka pracy połączona z profesjonalizmem, bo to jest podstawa, na której mogą budować swoje kariery i swoje dalsze życie. Podkreślam: etyka pracy i profesjonalizm. Jeżeli chodzi o umiejętności koszykarskie i motoryczne, to staramy się wyposażyć ich w jak największy pakiet umiejętności, by wykorzystywali to dalej.
– Jaki jest właściwy model przejścia z koszykówki juniorskiej do seniorskiej? Z różnych powodów wielu utalentowanych zawodników nie odnajduje się później na najwyższym poziomie i polska koszykówka traci część tego potencjału.
– Przede wszystkim chłopcy, którzy kończą wiek juniorski w Polsce, muszą trafiać w dobre miejsca — do klubów i do trenerów, którzy w nich wierzą i są w stanie im pomóc. Bardzo rzadko zdarza się sytuacja tak komfortowa, że zawodnik po skończeniu wieku juniorskiego, w wieku 18 lat, jest już gotowy, żeby stać się pełnoprawnym zawodnikiem rotacji w bardzo dobrym klubie.
Myślę, że są wyjątki od tej reguły, Jak chociażby Błażej Czapla, który jest bardzo świadomym zawodnikiem i z powodzeniem radzi sobie w mistrzowskim zespole Legii Warszawa, natomiast nie jest to pewnik. Ci gracze muszą być też mentalnie przygotowani na to, że czeka ich jeszcze trochę pracy, żeby znaleźć się tam, gdzie chcą. Nie mogą się poddawać po pierwszym niepowodzeniu i muszą być stale przygotowani na to, że będą podnosić swoje umiejętności jeszcze przez bardzo długi czas. Myślę, że to są ważne czynniki, które zadecydują o tym, czy znajdą sobie miejsce w tych zespołach, czy nie.
– Chcemy, aby kibice i zawodnicy mieli okazję lepiej Pana poznać. Jakimi najważniejszymi zasadami kieruje się pan w pracy trenerskiej?
– Chciałbym kształtować nie tylko zawodników, ale i wychowywać ludzi. Nie zawsze jest to łatwe, natomiast jest to dla mnie ważne. Ważny jest też aspekt ludzki, choć przyznam, że w przeszłości różnie z tym bywało. Czasem zbyt mocno naciskałem, by zawodnicy przekroczyli strefę komfortu. To trochę samokrytyka, ale taka jest prawda. Chciałbym, żeby moi zawodnicy byli wyposażeni w jak największy pakiet umiejętności ofensywnych i defensywnych.
– Bieżący sezon rozpoczynał pan jako trener pierwszoligowej Enea Basket Poznań. 15 grudnia 2025 roku złożył pan rezygnację z pełnionej funkcji. Była to dość zaskakująca decyzja. Jakie były jej powody?
– Odpowiem wprost, że zdecydowały powody osobiste, niezwiązane z koszykówką. Cieszę się, że zarząd po odpowiednim uargumentowaniu przyjął moją rezygnację z pracy w klubie. Natomiast są to na tyle osobiste sprawy, że nie chciałbym o nich szerzej mówić.
– W czasach, gdy trenerzy na konferencjach wygłaszają oklepane formułki, które łatwo przewidzieć, pan nie boi się mówić tego, co myśli. Przykładem była głośna wypowiedź po meczu 14. kolejki 1. ligi z ŁKS Coolpack Łódź (76:80), gdy nazwał Pan rozgrywki „ligą flopperów”, zwracając uwagę na zjawisko wymuszania fauli. Skąd u pana tak odmienne podejście oraz gotowość do otwartego wyrażania swojego zdania bez względu na konsekwencje?
– Było to trochę kontrowersyjne, ponieważ po pierwsze ja też w zespole miałem wtedy zawodników, którzy flopowanie wykorzystują, czego nie pochwalam. Byłem wtedy trochę sfrustrowany porażką z ŁKS-em, gdzie tak naprawdę prowadziliśmy przez dużą część meczu. Wynikało to też z mojego niezrozumienia sytuacji, bo obserwuję tę ligę i czasem nie rozumiem, jak można nabierać się na pewnego rodzaju zachowania i jak niektórzy zawodnicy mogą te zachowania wykorzystywać zamiast po prostu grać twardo w koszykówkę.
Na pewno w kontekście wypowiedzi trenerskich warto dbać o wizerunek każdej ligi, w której się pracuje. W trakcie wypowiedzi trzeba szanować przeciwników, a także ludzi, którzy czuwają nad tym, żeby zawody przebiegły w dobrych warunkach.
Jeżeli chodzi o moje podejście, wynika to pewnie z tego, że lubię opowiadać, kiedy się rozkręcę. To jedna rzecz. Druga rzecz jest taka, że wynika to z mojego trochę donkiszotowskiego charakteru. Czasem próbuję walczyć z wiatrakami i zanim się zorientuję, że to są wiatraki, z którymi nie ma szans wygrać, to już biegnę na nie z lancą. Myślę, że to jest główny powód.
– W drużynie z Poznania występowało trzech absolwentów SMS PZKosz Władysławowo: Patryk Stankowski, Michał Samsonowicz oraz Kacper Mąkowski. Jak wspomina pan pracę z tymi zawodnikami i na jakim etapie swoich karier obecnie się znajdują?
– Świetni chłopcy, kapitalni ludzie. Przede wszystkim mają świetne charaktery do sportu. Bardzo cenię czas, który z nimi spędziłem, bo to był bardzo dobry czas, a dobry czas to jest taki, który spędzamy z dobrymi ludźmi. Są to też bardzo dobrzy zawodnicy.
Michał Samsonowicz to zawodnik z przeszłością ekstraklasową, kapitalny shooter. Kacper Mąkowski też jest świetnym strzelcem. Myślę, że Patryk Stankowski to zawodnik, który ma największe pole do rozwoju. Uważam, że Patrykiem w przyszłym roku powinny już zainteresować się kluby ekstraklasy, bo jest na to gotowy fizycznie i jest na to gotowy umiejętnościami.
– W ekstraklasie prowadził pan Trefl Sopot. Jak wspomina pan pracę na najwyższym poziomie rozgrywkowym i czy jest to dla pana docelowe miejsce, skoro równie dobrze odnajduje się pan w pracy z młodzieżą, która ma zupełnie inną specyfikę i wiąże się z nieco mniejszą presją?
– Pierwsza część tego pytania: wspominam tę pracę bardzo dobrze. Bardzo dużo się nauczyłem. Dostałem szansę jako bardzo młody trener i to mnie bardzo rozwinęło. Były lepsze i gorsze momenty, natomiast każdy moment na koniec w jakiś sposób mnie rozwinął.
Bardzo się cieszę, że wtedy Trefl dał mi tę szansę i bardzo dziękuję wszystkim osobom, które sprawiły, że jestem lepszym trenerem, bo one to sprawiły przez to, że dały mi szansę pracować na tym poziomie.
Jeżeli chodzi o docelowe miejsce, trudno mi powiedzieć, bo życie toczy się bardzo różnie. Natomiast ja w tym momencie swojego życia bardzo się cieszę, że pracuję w ośrodku w Cetniewie, w szkole, w SMS-ie we Władysławowie, z ludźmi, którzy tutaj są. Naprawdę chciałbym, żeby ta praca była owocna i trwała długo.
– Czy traktuje pan swój pobyt w SMS-ie jako projekt krótkoterminowy czy długoterminowy?
Chciałbym, żeby to był projekt długoterminowy. Nastawiam się na długą pracę tutaj w szkole i liczę, że będzie ona owocna.
– Czy od nowego sezonu zobaczymy już SMS PZKosz Władysławowo grający w stylu Marcina Klozińskiego?
Chciałbym, żeby SMS grał w takim stylu, który będzie rozwijał graczy. My tu w szkole pracujemy w zespole i nie jest tak, że pewien styl będzie narzucony z góry przeze mnie. Mam bardzo dobrych współpracowników, z których wiedzy korzystam. Na pewno zbudujemy ciekawy pomysł na zespół i na rozwój zawodników.
W tej sytuacji kluczowy jest nabór. Czy jest Pan zadowolony ze wstępnej selekcji, jakiej dokonaliście?
– Nabór jest bardzo ważnym etapem, do którego mocno się przykładamy. W tym momencie jesteśmy na etapie robienia pewnego rodzaju researchu, wstępnych rozmów, ale też mocno czekamy na ten termin, kiedy pokażą się wszyscy kandydaci i będziemy mogli podjąć ostateczne decyzje.
Obecnie zainteresowanie przyjściem do szkoły jest bardzo duże. Zawodnicy już wysyłają maile, kontaktują się z nami. Nie spodziewałem się tak dużego zainteresowania, ale cieszę się z tego i myślę, że jest ono uzasadnione tym, że nasza oferta w kontekście rozwoju graczy jest dobra.
Na zakończenie, tak po ludzku, czego można Panu życzyć?
Zdrowia i radości z każdego dnia.
We Władysławowie rozmawiał: Oskar Struk.
