Ludzie SMS-u w akcji: Odważna postawa Filipa Kowalczyka przeciwko Śląskowi

 Choć AMW Arka Gdynia wróciła z Wrocławia z bagażem dwóch porażek, to Filip Kowalczyk może być zadowolony ze swoich występów. Młody rozgrywający otrzymał zaskakująco dużo minut i starał się grać odważnie przeciwko bardzo wymagającemu rywalowi. W drugim meczu spędził na parkiecie 17 minut i 13 sekund, zdobywając 4 punkty oraz notując 2 zbiórki, asystę i 3 przechwyty. Dla zawodnika było to bardzo cenne doświadczenie zebrane na poziomie play-off Orlen Basket Ligi.

Tomasz Gielo, King Szczecin, w SMS w sezonie 2010/2011

Emocjonujące spotkanie na otwarcie fazy play-off odbyło się w Szczecinie, gdzie tamtejszy King podejmował Orlen Zastal Zielona Góra. Losy meczu ważyły się do ostatnich sekund. Choć rywale doprowadzili do remisu, to w decydującym momencie rzut z półdystansu trafił Jeremy Roach, autor 19 punktów. Tym samym gospodarze wygrali pierwsze spotkanie 81:78, obejmując prowadzenie w serii do trzech zwycięstw 1:0.

Tomasz Gielo miał naprzeciw siebie trudnego rywala, którym był Jakub Szumert. Obaj zawodnicy przez cały mecz toczyli wyrównany indywidualny pojedynek. Ostatecznie skrzydłowy ze Szczecina uzyskał 7 punktów, 8 zbiórek, asystę oraz stratę w ciągu 24 minut i 17 sekund spędzonych na parkiecie. W drugim spotkaniu Tomasz Gielo nie pojawił się na boisku z powodu urazu pleców. „Cały sezon omijały nas kontuzje, a teraz takie fatum. Tomek ma problemy z plecami. Nie wiem, czy wróci na kolejny mecz” – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Maciej Macherek. King Szczecin w trakcie meczu ponownie musiał radzić sobie z problemami zdrowotnymi, grając w okrojonym składzie. Mimo to Szczecinianie zaprezentowali się bardzo ambitnie i do samego końca pozostawali w grze o zwycięstwo. Ostatecznie przegrali jednak z Orlen Zastalem Zielona Góra 79:82, tracąc tym samym przewagę własnego parkietu w serii. Tomasz Gielo wróci do naszego notowania po powrocie do gry. Zawodnikowi życzymy dużo zdrowia.

Początek formularza

Dół formularza

Filip Matczak, ORLEN Zastal Zielona Góra, w SMS w sezonie 2010/2011

Filip Matczak dość niespodziewanie otrzymał ważną rolę w grze Orlen Zastalu Zielona Góra. Wszystko za sprawą trzech przewinień Andrzeja Mazurczaka, który potrzebował zaledwie kilku minut, by musieć usiąść na ławce rezerwowych. W tej sytuacji Matczak musiał sprawdzić się w roli rozgrywającego. Robił, co mógł, aby dobrze organizować grę zespołu. Jak zwykle dobrze radził sobie również w pojedynkach 1 na 1, notując wszechstronny występ.

Matczak spędził na parkiecie 19 minut i 44 sekundy. W tym czasie zanotował 3 punkty, 1 zbiórkę, 4 asysty, 1 przechwyt oraz 1 stratę. Orlen Zastal Zielona Góra przegrał ostatecznie w Szczecinie z Kingiem 78:80 w pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowej serii play-off Orlen Basket Ligi. Mimo niepowodzenia Zielonogórzanie mogą być zadowoleni ze swojej postawy, szczególnie że w dalszym ciągu musieli radzić sobie bez kontuzjowanego Chavaughna Lewisa, który zmaga się z problemami zdrowotnymi po zderzeniu z Miłoszem Majewskim podczas jednego z treningów. Zastal był już bardzo blisko zwycięstwa w premierowym spotkaniu serii. Ostatecznie przegrał jednak po niezwykle wyrównanym meczu. Swego dopiął w kolejnym spotkaniu, choć ponownie musiał się sporo napocić. Tym razem wykorzystał osłabienie rywali, a szczęście przechyliło się na jego stronę. Tym razem Orlen Zastal Zielona Góra wygrał w Szczecinie 82:79, doprowadzając w serii do remisu 1:1.

Dzięki temu uzyskał przewagę własnego parkietu. Dwa kolejne spotkania odbędą się bowiem w Zielonej Górze i w przypadku dwóch zwycięstw Zastal będzie mógł zamknąć serię przed własną publicznością. Biorąc jednak pod uwagę, jak wyrównane były oba dotychczasowe mecze, można spodziewać się dalszej zaciętej walki.

Filip Matczak w drugim spotkaniu spędził na parkiecie 10 minut i 36 sekund. Co ciekawe, w tym czasie nie oddał nawet jednego rzutu. Ostatecznie zakończył mecz bez zdobyczy punktowej, notując 1 zbiórkę oraz 1 stratę.

Jakub Garbacz, AMW Arka Gdynia, w SMS w sezonie 2012/2013
Podopieczni Mantasa Česnauskisa mają czego żałować. Byli bowiem o krok od zwycięstwa już w pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowej serii play-off Orlen Basket Ligi ze Śląskiem Wrocław. Gdynianie przez większość meczu świetnie realizowali założenia taktyczne i prowadzili niemal przez całe spotkanie. Spora w tym zasługa Jakuba Garbacza, który rozegrał bardzo dobre zawody.

Skrzydłowy AMW Arki Gdynia spędził na parkiecie 33 minuty i 23 sekundy. W tym czasie zanotował 12 punktów, 8 zbiórek oraz 1 stratę i był jednym z liderów swojej drużyny.

Z biegiem czasu Gdynianom zaczęło jednak brakować koncepcji w ataku. Ewidentnie chcieli już tylko kontrolować czas gry, a takie podejście w koszykówce bardzo często się mści. Niesieni dopingiem swoich kibiców zawodnicy Śląska doprowadzili do dogrywki. W niej Arka była już wyraźnie oszołomiona obrotem spraw, choć Garbacz robił, co mógł, by utrzymać swój zespół w grze o zwycięstwo. Ostatecznie jego najważniejszy rzut został oddany już po czasie. Piłka co prawda wpadła do kosza, jednak punkty nie mogły zostać zaliczone. Nie było w tym jednak większej winy skrzydłowego Arki, ponieważ musiał zmagać się z ogromną presją czasu wynikającą z niewłaściwej organizacji akcji ofensywnej.

AMW Arka Gdynia ostatecznie przegrała ze Śląskiem Wrocław 84:87 po dogrywce i po pierwszym meczu ćwierćfinałowej serii przegrywała 0:1. Powód takiego stanu rzeczy był bardzo wyraźny – straty. Gdynianie aż 24 razy tracili posiadanie, a przy takich problemach z organizacją gry na poziomie play-off po prostu trudno wygrać spotkanie. Wedle przedmeczowych założeń Gdynianie mieli przystąpić do drugiego spotkania z nową energią. Spodziewanego przełomu, przynajmniej do przerwy, jednak nie było. Goście nadal mieli problemy z dużą liczbą strat. Dodatkowo bardzo mocno szwankowała skuteczność. W efekcie do przerwy przegrywali 17 punktami.

Po zmianie stron musieli odrabiać spore straty. Wyszli na parkiet z lepszą energią i sukcesywnie zbliżali się do rywali. W najlepszym dla siebie momencie tracili tylko 4 oczka. Ostatecznie, pomimo ambitnej postawy w drugiej połowie, przegrali 82:92. Tym samym z Wrocławia wracali przy wyniku 0:2 i nie mieli już marginesu błędu, jeśli chcieli pozostać w grze o półfinał.

Tym razem skrzydłowy rozegrał słabsze spotkanie. Jakub Garbacz spędził na parkiecie 16 minut i 41 sekund. W tym czasie nie zdobył żadnego punktu, notując 4 zbiórki oraz 1 stratę.

Filip Kowalczyk, AMW Arka Gdynia, ostatni sezon w SMS 2023/2024

Wobec kontuzji Milana Barbitcha Filip Kowalczyk w meczach  we Wrocławiu pełnił rolę rezerwowego rozgrywającego i dawał cenne minuty odpoczynku dla doświadczonego Kamila Łączyńskiego. Choć w pierwszej kolejności starał się przede wszystkim nie popełniać błędów, to pokazał również kilka przebojowych zagrań. Z oczywistych względów grał zaskakująco długo, zbierając pierwsze doświadczenia na poziomie play-off.

W premierowym meczu serii Kowalczyk spędził na parkiecie 15 minut i 34 sekundy. W tym czasie zanotował 6 punktów, 2 zbiórki oraz 3 straty. Młody rozgrywający miał momentami problemy z agresywnym naciskiem rywali, którzy wymuszali błędy przy wyprowadzaniu piłki. Dotyczyło to jednak całego zespołu, o czym wspomnieliśmy wyżej. Filip jak zwykle grał jednak bez kompleksów i zebrał bardzo cenne doświadczenie. Pokazał, że jest w stanie rywalizować na poziomie seniorskim nawet w fazie play-off, co może być dla niego świetnym przetarciem przed kolejnymi spotkaniami. Gdynianie przegrali także dlatego, że przez 4 ostatnie minuty spotkania nie byli w stanie zdobyć ani jednego punktu. W drugim spotkaniu młody rozgrywający również otrzymał swoje szanse w nadspodziewanie dużym wymiarze czasowym. Filip Kowalczyk spędził na parkiecie jeszcze więcej minut niż dzień wcześniej, grając przez 17 minut i 13 sekund. W tym czasie zdobył 4 punkty, dołożył 2 zbiórki, 1 asystę, 3 przechwyty oraz 2 straty.

Choć Arka wróciła z Wrocławia na tarczy, to Kowalczyk może być zadowolony ze swojej postawy. Wszedł do rotacji zespołu w ekstremalnie trudnym momencie i ze swojej roli wywiązał się bardzo dobrze, zdobywając przy tym cenne doświadczenie na poziomie play-off Orlen Basket Ligi.

 

Szymon Zapała,  Energa Trefl Sopot, ostatni sezon w SMS, 2019/2020 

Trefl Sopot przystąpił do pierwszego meczu z Dzikami Warszawa w nieco lepszej sytuacji kadrowej, ponieważ do składu wrócili Jakub Schenk i Mindaugas Kacinas. Na niewiele się to jednak zdało. Gospodarze mieli ogromne kłopoty w obronie, pozwalając rywalom aż na 107 zdobytych punktów. Dotyczyło to również Szymona Zapały, który miał trudności z właściwą ochroną obręczy. Środkowy Trefla spędził na parkiecie 16 minut i 50 sekund, notując 4 punkty, 6 zbiórek oraz stratę. Ostatecznie Sopocianie dość niespodziewanie przegrali z Dzikami Warszawa 92:107, pozwalając rywalom na zbyt wiele w ofensywie. W efekcie już w pierwszym spotkaniu stracili przewagę własnego parkietu. Okazję do poprawy swojej sytuacji mieli w sobotnim meczu. Dla Szymona Zapały mecz numer dwa miał szczególne znaczenie, ponieważ dzień wcześniej urodził mu się syn. Do końca nie było wiadomo, czy zawodnik wystąpi w tym spotkaniu, jednak wobec problemów kadrowych Energi Trefla Sopot zdecydował się pomóc drużynie. Sopocianie po porażce w pierwszym meczu nie mogli już sobie pozwolić na kolejne niepowodzenie. Tym razem lepiej weszli w spotkanie, głównie dzięki świetnej skuteczności rzutów za trzy punkty. Później jednak Dziki Warszawa ponownie przejęły inicjatywę i w pewnym momencie gospodarze przegrywali już 11 punktami. Nie zamierzali się jednak poddawać. Seria 11:0 pozwoliła doprowadzić do remisu, a końcówka toczyła się punkt za punkt. Ostatecznie losy spotkania ważyły się do ostatniej akcji. Bardzo ważny rzut z półdystansu trafił Grant Sherfield, jednak odpowiedź świetnie dysponowanego tego dnia Landriusa Hortona okazała się nieskuteczna. Tym samym Energa Trefl Sopot wygrała 81:78, doprowadzając do remisu w serii.

Choć sytuacja zespołu znad morza wciąż jest daleka od idealnej, to zwycięstwo pozwoliło zachować realne szanse na awans do półfinału. W przypadku porażki i stanu 0:2 odwrócenie losów serii byłoby niezwykle trudne. Tymczasem rywalizacja pozostaje całkowicie otwarta. Teraz seria przenosi się do Warszawy, gdzie trzeci mecz zaplanowano na 19 maja o godzinie 18:00, a czwarte spotkanie odbędzie się 21 maja.

Szymon Zapała spędził na parkiecie 18 minut i 54 sekundy. W tym czasie zdobył 6 punktów oraz zanotował 5 zbiórek. Naszemu absolwentowi gratulujemy również powiększenia rodziny.

Grzegorz Grochowski, Dziki Warszawa, w SMS w sezonie 2010/2011

Co prawda Grzegorz Grochowski pojawił się tym razem w rotacji Dzików Warszawa, ale po raz kolejny zaliczył jedynie epizodyczny występ. Dość powiedzieć, że wszedł na parkiet dopiero wtedy, gdy losy spotkania były już praktycznie rozstrzygnięte i był ostatnim wyborem trenera. To pokazuje, że mimo funkcji kapitana zespołu nie ma obecnie zbyt dużego zaufania szkoleniowca. Spędził na boisku zaledwie 57 sekund, notując w tym czasie asystę. Dziki dzięki świetnej skuteczności w rzutach za trzy punkty wygrały pierwszy mecz w Sopocie 107:92 i objęły prowadzenie 1:0 w ćwierćfinałowej rywalizacji play-off. Warszawianie trafili aż 17 z 30 prób z dystansu, co przełożyło się na rewelacyjną, blisko 57-procentową skuteczność.

Adrian Bogucki — MKS Dąbrowa Górnicza — SMS 2017/2018

Po tym, jak MKS Dąbrowa Górnicza w dosyć niespodziewanych okolicznościach awansował do play-off, pokonując na wyjeździe w decydującym spotkaniu Anwil Włocławek, wydawało się, że w kolejnym etapie podopiecznych Artura Gronka stać również na następne niespodzianki. Tak się jednak nie stało, przynajmniej w pierwszym meczu tej serii. Dąbrowianie otrzymali zimny prysznic od Legii Warszawa. Rywale bardzo dobrze weszli w spotkanie, a później kontrolowali jego przebieg, sukcesywnie powiększając przewagę. Z kolei goście mieli ogromne problemy z egzekucją w ataku, przez co nie byli już tak skuteczni, jak w meczu z Anwilem Włocławek. Na otwarcie serii przegrali wysoko 66:100.

Mimo tego Adrian Bogucki rozegrał dobre zawody. Środkowy MKS-u spędził na parkiecie 21 minut i 26 sekund, notując 10 punktów, 8 zbiórek, przechwyt oraz stratę. Sport ma jednak to do siebie, że szybko daje okazję do rehabilitacji. Dąbrowianie otrzymali ją już w sobotnim spotkaniu. Pierwsza połowa drugiego meczu ćwierćfinałowego z Legią Warszawa w wykonaniu MKS-u Dąbrowa Górnicza upłynęła przede wszystkim pod znakiem ogromnej liczby strat oraz fauli. Goście popełnili aż 17 strat i 19 przewinień, a takie wskaźniki na poziomie play-off Orlen Basket Ligi zazwyczaj bardzo mocno utrudniają walkę o korzystny rezultat. Mimo tych problemów Dąbrowianie pozostawali jednak w grze. Do przerwy przegrywali z Legią Warszawa jedynie 43:48. Wynik mógł być dla nich zdecydowanie korzystniejszy, gdyby nie wspomniane problemy ze stratami oraz nadmierną liczbą fauli. Choć w drugiej połowie podopieczni Artura Gronka poprawili nieco swoją grę, to ostatecznie niewiele to zmieniło. Zawodnicy Legii Warszawa kontrolowali przebieg pojedynku i wygrali po wyrównanym spotkaniu 89:84, odnosząc tym samym drugie zwycięstwo w serii. Dąbrowianie, podobnie jak AMW Arka Gdynia, wracają do domu bez wygranej i nie mają już marginesu błędu. Jeśli chcą pozostać w grze o półfinał, muszą wygrać oba spotkania na własnym parkiecie.

Adrian Bogucki tym razem był mniej widoczny niż w pierwszym meczu serii. Środkowy MKS-u Dąbrowa Górnicza spędził na parkiecie 12 minut i 24 sekundy. W tym czasie zanotował 2 punkty, 2 zbiórki, asystę, przechwyt oraz 3 straty.

Błażej Czapla, Legia Warszawa, ostatni sezon w SMS 2024/2025

Błażej Czapla, podobnie jak jego były kolega z zespołu Filip Kowalczyk, łapie doświadczenie na poziomie play-off. Być może nie w takim wymiarze czasowym jak rozgrywający AMW Arki Gdynia, ale młody rzucający również zaliczył epizod w pierwszym, pewnie wygranym meczu Legii Warszawa z MKS-em Dąbrowa Górnicza 100:66. Czapla spędził na parkiecie 3 minuty i 51 sekund, notując zbiórkę. Z kolei w drugim meczu nie pojawił się na boisku.

Paweł Kopycki, PGE Spójnia Stargard, ostatni sezon w SMS 2018/2019

 Spójnia Stargard wygrała na wyjeździe z SKS-em Fulimpex Starogard Gdański 102:94 i wypracowała sobie bardzo dobrą sytuację przed rewanżem w walce o brązowy medal Bank Pekao S.A. 1 Ligi Mężczyzn. Zespół Marka Popiołka źle rozpoczął spotkanie i po pierwszej kwarcie przegrywał 13:24. W kolejnych fragmentach meczu Spójnia stopniowo odrabiała jednak straty. Już do przerwy zbliżyła się do rywali, a po zmianie stron przejęła kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie.

Ostatecznie Stargardzianie wygrali różnicą ośmiu punktów i przed rewanżem są w bardzo komfortowej sytuacji. Rywalizacja o brązowy medal toczy się bowiem na zasadzie meczu i rewanżu, dlatego zadaniem Spójni będzie teraz obrona zaliczki przed własną publicznością.

Decydujące spotkanie odbędzie się 23 maja o godzinie 16:00 w Stargardzie.

Paweł Kopycki spędził na parkiecie 8 minut i 26 sekund. W tym czasie zanotował 2 punkty oraz 2 zbiórki.

 

Damian Jeszke, SKS Fulimpex Starogard Gdański, w SMS w sezonie 2013/2014

Damian Jeszke i jego SKS Fulimpex Starogard Gdański są w trudniejszym położeniu przed rewanżowym spotkaniem o brązowy medal Bank Pekao S.A. 1 Ligi Mężczyzn. Starogardzianie przegrali u siebie ze Spójnią Stargard 94:102, mimo że bardzo dobrze rozpoczęli spotkanie i po pierwszej kwarcie prowadzili 24:13. Z biegiem czasu rywale zaczęli jednak odrabiać straty, a po zmianie stron przejęli kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie.

Przed rewanżem SKS musi odrobić osiem punktów straty, aby sięgnąć po brązowy medal. Zadanie nie będzie łatwe, ponieważ decydujące spotkanie odbędzie się 23 maja o godzinie 16:00 w Stargardzie.

Damian Jeszke spędził na parkiecie 25 minut i 53 sekundy. W tym czasie zdobył 7 punktów, dołożył 8 zbiórek oraz 1 asystę.

Rafał Komenda, SKS Fulimpex Starogard Gdański, w SMS w sezonie 2016/2017

W pierwszym meczu o brązowy medal Bank Pekao S.A. 1 Ligi Mężczyzn lepszy okazał się zespół ze Stargardu. Rafał Komenda spędził na parkiecie 17 minut i 22 sekundy. W tym czasie zdobył 6 punktów oraz zanotował 2 zbiórki.

Bartosz Majewski, SKS Fulimpex Starogard Gdański, ostatni sezon w SMS 2015/2016

W pierwszym meczu o brązowy medal Bank Pekao S.A. 1 Ligi Mężczyzn lepszy okazał się zespół ze Stargardu. Bartosz Majewski spędził na parkiecie 32 minuty i 24 sekundy. W tym czasie zdobył 9 punktów, zanotował 4 zbiórki, 2 asysty oraz 1 stratę.

 

Dominik Olejniczak, Bertram Derthona Tortona, liga włoska, w SMS w sezonie 2014/2015

Zespół Dominika Olejniczaka przez całe wyjazdowe spotkanie z Umana Reyer Venezia musiał gonić wynik, odrabiając nawet kilkanaście punktów straty. Goście mieli spore problemy z obroną akcji podkoszowych, co dotyczyło również reprezentanta Polski. Olejniczak miewał trudności z zastawianiem tablicy i ogólnie nie rozegrał najlepszego spotkania.

Po zmianie stron jego drużyna zaczęła jednak odrabiać straty. W najlepszym momencie, na niespełna minutę przed końcem czwartej kwarty, Tortona zniwelowała różnicę do 4 punktów. Ostatecznie jednak zasłużenie przegrała pierwszy mecz ćwierćfinałowy 82:89.

Dominik Olejniczak spędził na parkiecie 22 minuty. W tym czasie zdobył 4 punkty, miał 4 zbiórki, 2 asysty oraz 1 stratę.

Rywalizacja toczy się do 3 zwycięstw. Kolejne spotkanie odbędzie się za dwa dni, również w Wenecji.

 

Opracował:  Oskar Struk

Foto: archiwum prywatne Filipa Kowalczyka