Brawo, brawo i brawo Polacy kończą mistrzostwa Europy U18 Dywizji B na drugim miejscu
W finale mistrzostw Europy U18 Dywizji B reprezentacja Polski przegrała z Holandią 57:71 i zakończyła turniej na drugim miejscu. Najskuteczniejszym zawodnikiem wśród Biało-Czerwonych był Szymon Łata, który zdobył 10 punktów. Pomimo niepowodzenia w decydującym spotkaniu Polacy, już wcześniej zrealizowali najważniejszy cel, zapewniając sobie awans do Dywizji A.
Sytuacja przed spotkaniem:
Reprezentacja Polski pokonała Belgię 89:81 w półfinale mistrzostw Europy U18 Dywizji B. Najskuteczniejszym zawodnikiem Biało-Czerwonych był August Chałupa, który zdobył 24 punkty. Dzięki sobotniemu zwycięstwu zespół Mariusza Niedbalskiego awansował do finału oraz zapewnił sobie promocję do Dywizji A. Z kolei Holendrzy w półfinale pokonali Czechów 78:66.
Przebieg meczu:
Na początku decydującego starcia trener Mariusz Niedbalski zdecydował się na żelazne zestawienie wyjściowe, czyli takie same jak w starciu z Belgią. Pierwsze punkty w meczu zdobyli Polacy, a konkretnie Szymon Łata, który po odważnym wejściu pod kosz uzyskał dwa oczka. Z kolei Holendrzy otworzyli swój dorobek punktowy dzięki celnemu trafieniu z linii rzutów wolnych. Aktywny był Szymon Łata, który do swojego dorobku dopisał trzy punkty, wykorzystując krosowe podanie. Od początku spotkania to nasz zespół nadawał ton wydarzeniom na boisku. Biało-Czerwoni przystąpili do tego meczu bez presji związanej z koniecznością walki o awans do Dywizji A, ale z jasnym celem w postaci zwycięstwa w starciu finałowym. Rywale wykorzystywali niefrasobliwość naszego zespołu w defensywie, wymuszając przewinienia i regularnie stając na linii rzutów wolnych. Ponieważ Biało-Czerwoni przekroczyli limit fauli zespołowych, każde kolejne przewinienie defensywne dawało Holendrom dwa rzuty wolne, z których zdobywali łatwe punkty. Tempo gry zdecydowanie spadło po kolejnych przewinieniach. Zawodnicy obu zespołów wędrowali od kosza do kosza, stając na linii rzutów wolnych, z której trafiali ze zmiennym szczęściem. Pierwsi z ofensywnego marazmu otrząsnęli się Polacy. Zdobyli kilka punktów z rzędu, a po celnej trójce Antoniego Majcherka odskoczyli na sześć oczek, prowadząc 15:9. Rywale mieli ogromne problemy z wypracowaniem sobie dogodnych pozycji do rzutów. Ich gra w ataku nie wyglądała najlepiej, przez co dorobek Holendrów na niespełna minutę przed końcem pierwszej kwarty nie był imponujący. Gdy sukcesywnie powiększaliśmy przewagę, rywale ostudzili nasz zapał w najlepszy możliwy sposób. Równo z końcową syreną za trzy punkty trafił Tayshawn Gipson, ustalając wynik pierwszych 10 minut na 17:12 dla Polski. Niewątpliwie zanotowaliśmy pozytywne otwarcie, już na wczesnym etapie spotkania budując niewielką przewagę.
Z kolei drugą kwartę lepiej otworzyli Holendrzy, którzy błyskawicznie zbliżyli się na odległość zaledwie jednego punktu. Był to efekt kilku udanych akcji. Na szczęście ich pozytywną serię celnym rzutem za dwa punkty przełamał Michał Nagel. Gra się wyrównała, a nasz zespół stracił wcześniejszy rytm w ataku. W efekcie przy wyniku 21:18 trener Mariusz Niedbalski poprosił o pierwszy w tym meczu czas. Uwagi trenera przyniosły oczekiwany efekt. Jan Grzesiak odważnie zaatakował kosz, zdobył dwa punkty po efektownym eurostepie, a następnie wykorzystał dodatkowy rzut wolny. Dzięki akcji 2+1 Biało-Czerwoni odskoczyli na pięć punktów, prowadząc 24:19. Akcje toczyły się w otwartym boisku. Polacy popisali się przechwytem, ale niestety August Chałupa nie wykorzystał prostego rzutu spod kosza. Niewykorzystana okazja zakończyła się skuteczną odpowiedzią Holendrów, a dwa punkty w kontrataku zdobył Tayshawn Gipson. Mówiąc nieco metaforycznie, ta sekwencja zdarzeń kosztowała nasz zespół cztery punkty. Graliśmy cierpliwie w ataku, wykorzystując dużą liczbę podań. Gracze obwodowi długo szukali dogodnej pozycji dla swoich podkoszowych. W jednej z tego typu akcji Szymon Łata wyłożył piłkę jak na talerzu Franciszkowi Borucińskiemu-Hrycykowi, a wysokiemu zawodnikowi nie pozostało nic innego, jak zrobić z tego odpowiedni użytek i zdobyć dwa punkty spod kosza. Przytrafiały nam się jednak proste błędy techniczne w postaci strat i przewinień w ataku, co uniemożliwiało dalsze powiększanie przewagi. Pierwsza połowa była niezwykle wyrównana i przez długi czas toczyła się punkt za punkt. Ostatecznie zakończyła się minimalnym prowadzeniem Polski 30:29.
Na tym etapie spotkania najskuteczniejszym zawodnikiem w polskim zespole był Szymon Łata, który zdobył 10 punktów. Jak zwykle w przerwie zajrzeliśmy do statystyk, aby poszukać źródeł minimalnej przewagi Biało-Czerwonych. Polacy trafili 11 z 33 rzutów z gry, co przełożyło się na 33,33 procent skuteczności. Holendrzy wykorzystali tylko 10 z 38 prób, osiągając 26,32 procent. Nasz zespół zdecydowanie lepiej prezentował się z dystansu – trafił 3 z 9 rzutów za trzy punkty, czyli 33,33 procent. Rywale wykorzystali zaledwie 1 z 15 prób, co dało bardzo słabe 6,67 procent skuteczności.
Holendrzy lepiej radzili sobie natomiast w rzutach za dwa punkty. Trafili 9 z 23 prób, osiągając 39,13 procent, podczas gdy Polacy wykorzystali 8 z 24 rzutów, czyli 33,33 procent. Rywale skuteczniej wykonywali także rzuty wolne – trafili 8 z 12, co dało 66,67 procent. Biało-Czerwoni wykorzystali jedynie 5 z 11 prób, osiągając 45,45 procent skuteczności.
Przewaga naszego zespołu była widoczna w walce na tablicach. Polacy zanotowali 29 zbiórek, w tym 21 w obronie, podczas gdy Holendrzy mieli ich 25, z czego 15 defensywnych. Rywale lepiej prezentowali się jednak na atakowanej tablicy, wygrywając w zbiórkach ofensywnych 10:8. Biało-Czerwoni zdecydowanie częściej dzielili się piłką, notując sześć asyst przy zaledwie jednej Holendrów.
Do poprawy pozostawała liczba strat. Polacy popełnili ich siedem, natomiast rywale tylko trzy. Holendrzy zanotowali także cztery bloki, podczas gdy nasz zespół nie miał żadnego. Statystyki dobrze odzwierciedlały niezwykle wyrównany przebieg spotkania. Polska lepiej rzucała z dystansu, częściej dzieliła się piłką i wygrała walkę na tablicach, ale Holendrzy nadrabiali zbiórkami ofensywnymi, mniejszą liczbą strat oraz skuteczniejszą grą na linii rzutów wolnych. Nic więc dziwnego, że po pierwszej połowie Biało-Czerwoni prowadzili zaledwie 30:29.
Na początku trzeciej kwarty po obu stronach widoczna była stagnacja w ofensywie. W jednej z akcji dopisało nam jednak sporo szczęścia. Niecelny rzut nie trafił nawet w obręcz, ale w strefie podkoszowej najlepiej odnalazł się Łukasz Łysek, który zanotował zbiórkę ofensywną i popisał się niezwykle cenną dobitką. Rywale konsekwentnie stosowali wysoką obronę, utrudniając naszemu zespołowi wyprowadzenie piłki. Taki sposób gry pozostawiał jednak więcej miejsca w polu trzech sekund, dlatego Biało-Czerwoni starali się regularnie przedostawać pod kosz. Jedna z takich akcji zakończyła się jednak niepowodzeniem, ponieważ rzut floaterem okazał się nieskuteczny. Dobra energia w defensywie przełożyła się również na skuteczny atak Holendrów, którzy w połowie trzeciej kwarty po dobrze rozegranej akcji dwójkowej wyszli na jednopunktowe prowadzenie. Na razie nie miało to jeszcze negatywnego odzwierciedlenia w wyniku, jednak sam przebieg gry nie wyglądał najlepiej. Dlatego przy prowadzeniu Holendrów 38:37 trener Mariusz Niedbalski poprosił o przerwę na żądanie, widząc, że jego podopieczni mają coraz większe problemy z organizacją gry. Holendrzy poczuli krew i już po przerwie wrócili na parkiet z jeszcze wyższą defensywą. Przejęli piłkę na naszej połowie, a całą akcję zakończyli efektownym wsadem. Musieliśmy oddawać rzuty pod presją czasu i z nieprzygotowanych pozycji. Na szczęście chwilę oddechu dał naszemu zespołowi Piotr Łosiak, trafiając bardzo ważny rzut spod kosza. Dzięki temu impet rywali nieco osłabł i mogliśmy wrócić do gry. Zrobiliśmy to na tyle skutecznie, że ponownie objęliśmy prowadzenie. Tym razem to opiekun drużyny z kraju tulipanów poprosił o przerwę na żądanie. Wobec wysokiej obrony rywali właściwym rozwiązaniem było przyspieszenie gry. Niestety skutkowało to również niedokładnościami, chociażby w postaci błędu kroków. Sam sposób rozwiązywania akcji był jednak jak najbardziej pożądany i przy odrobinie większej precyzji mógł przynieść dobre efekty. Jakby na zawołanie, w kolejnym posiadaniu rywale zostali ukarani za taką defensywę. Szybko przenieśliśmy piłkę na połowę ataku, a otwarty rzut z rogu za trzy punkty trafił Piotr Łosiak. Nie zmieniało to jednak faktu, że w tej części gry stroną przeważającą byli Holendrzy, którzy wypracowali sobie kilkupunktową przewagę. Dodatkowo mieliśmy problemy z zastawianiem własnej tablicy, popełniając niepotrzebne przewinienia przy walce o zbiórkę. W efekcie dawaliśmy rywalom okazje do zdobywania łatwych punktów z linii rzutów wolnych. Po trzech kwartach przegrywaliśmy minimalnie 45:47. Kwestia końcowego rozstrzygnięcia nadal pozostawała jednak otwarta, choć to rywale przystępowali do decydującej części gry w lepszych nastrojach.
W pierwszym posiadaniu czwartej kwarty rywale zdobyli kolejne dwa punkty, wykorzystując zbiórkę w ataku. Po raz kolejny w naszym zespole szwankowało zastawienie własnej tablicy. Gdy spod kosza trafił Nikodem Woźny, opiekun Holendrów, mimo niewielkiego prowadzenia swojego zespołu, poprosił o przerwę na żądanie. Do końca spotkania pozostawało wówczas 8 minut i 25 sekund. W naszej grze było naprawdę sporo niefrasobliwości. Nawet gdy popisaliśmy się przechwytem, chwilę później straciliśmy piłkę pod bronionym koszem, a rywale otrzymali dwa punkty niemal za darmo. Rywale poczuli swoją szansę i przy każdej okazji starali się przyspieszać grę, wykorzystując niezorganizowaną obronę Biało-Czerwonych. Nasz zespół z kolei męczył się w ataku pozycyjnym, grając zbyt statycznie. Pomimo optycznej przewagi Holendrów wynik przez cały czas pozostawał na styku. Wówczas ważną trójkę po odrzuceniu trafił Yanu Slingerland, dając swojemu zespołowi pięciopunktowe prowadzenie 56:51. Biorąc pod uwagę niskopunktowy charakter spotkania i jego etap, można było powiedzieć, że Holendrzy powoli zaczynali uciekać. Nasz zespół nieraz podczas tego turnieju udowadniał, że potrafi wychodzić z jeszcze większych tarapatów, dlatego nie należało tracić nadziei. Trudno było jednak oczekiwać poprawy wyniku, skoro po raz kolejny pozwalaliśmy rywalom zdobywać punkty po zbiórkach ofensywnych. Wobec niekorzystnego obrotu spraw trener Mariusz Niedbalski musiał zareagować, prosząc o przerwę na żądanie. Na 4 minuty i 8 sekund przed końcem spotkania Polska przegrywała 52:58. Na szczęście swoim firmowym zagraniem popisał się Stanisław Musiałek, który wkręcił się pod kosz i zdobył jakże potrzebne dwa punkty, dając naszemu zespołowi odrobinę nadziei na poprawę sytuacji. Mieliśmy coraz większe problemy z sforsowaniem defensywy rywali. Decydowaliśmy się na indywidualne akcje, które bardzo często kończyły się stratami, przechwytami Holendrów i skutecznymi kontratakami. Czasu na odrobienie strat pozostawało coraz mniej, a widmo finałowej porażki coraz wyraźniej zaglądało nam w oczy. Holendrzy mądrze korzystali z upływającego czasu, rozgrywając długie i cierpliwe akcje. Gdy dodatkowo trafili za trzy punkty, znaleźli się już w naprawdę komfortowej sytuacji. Ostatecznie reprezentacja Polski musiała uznać wyższość Holandii w finale mistrzostw Europy U18 Dywizji B, przegrywając 57:71. Najskuteczniejszym zawodnikiem w polskim zespole był Szymon Łata, który zdobył 10 punktów. Wśród rywali wyróżnił się Jayden Anike, autor 20 oczek.
Końcowy wynik nie oddaje jednak przebiegu spotkania, ponieważ nasz zespół przez bardzo długi czas pozostawał w grze o zwycięstwo. O porażce zdecydowała przede wszystkim słabsza czwarta kwarta, przegrana 12:24. Biało-Czerwoni już wcześniej zrealizowali jednak najważniejszy cel, jakim był awans do Dywizji A.
Pomimo niepowodzenia w decydującym spotkaniu cały turniej należy uznać za bardzo udany. Całemu zespołowi oraz sztabowi szkoleniowemu należą się ogromne gratulacje za wykonanie postawionego przed nimi zadania i wywalczenie promocji do najwyższej dywizji.
Polska – Holandia: 57:71
Dla Polski punktowali:
Szymon Łata 10, August Chałupa 9, Antoni Majcherek 7, Piotr Łosiak 6, Jan Grzesiak 5, Łukasz Łysek 5, Stanisław Musiałek 4, Bartosz Folga 4, Nikodem Woźny 2, Franciszek Boruciński-Hrycyk 2, Michał Nagel 2, Hubert Świrydowicz 1.
Wyniki kwart:
- kwarta:17 :12
- kwarta: 13:17
- kwarta: 15:18
- kwarta: 12:24
Trener: Mariusz Niedbalski; asystenci: Wojciech Jagiełka, Jakub Krakowczyk.
Następny mecz:
Ostatnią męską reprezentacją Polski, która tego lata przystąpi do rywalizacji, będzie kadra U16 prowadzona przez trenera Rafała Gila. Biało-Czerwoni wystąpią w mistrzostwach Europy Dywizji A, które odbędą się w dniach 7–15 sierpnia w Oradei w Rumunii.
Nie będziemy jednak relacjonować tego turnieju, ponieważ prawdopodobnie żaden z zawodników SMS PZKosz Władysławowo, którzy znaleźli się w szerokiej kadrze, nie znajdzie się w ostatecznym składzie reprezentacji na mistrzostwa.
Foto: FIBA.
Relacjonował: Oskar Struk.
